Rozdział 4

Po chwili, przyszła do mnie Li. I zaczęła wypytywać:
-I jak, po randce z Wielkim Panem Stylesem. -zrobiło mi się smutno.
- Przestań, nie mam ochoty o tym rozmawiać.
- Jak to przecież … Tak cieszyłaś się na tą randkę. Myślałam, że jestem twoją najlepszą przyjaciółka i mówimy sobie o wszystkim. Jeśli chcesz zrobimy sobie dzisiaj dzień wolnego od pracy. -Ja niemam już sił na prace pójdę go Sajmona i poproszę o dzień wolnego ale ty zostań. -szybko wyszła z pokoju, żeby niezadawana mi już więcej pytań. Gdy zobaczyłam Harrego od razu zmieniłam kierunek, ale on mnie zauważył i pobiegł za mną. - Ala zaczekaj. Wiem, że mnie słyszysz. Proszę zaczekaj. -dobiegł do mnie i Mocno chwycił mnie za ramie . Zatrzymałam się. Patrząc przed siebie. - Ala. Czemu jesteś na mnie zła przecież nic ci nie zrobiłem. -zaczaiłam powoli się obracać. Gdy spojrzałam w jego oczy zobaczyłam znowu tego chłopaka z randki. Leciutko podniosłam kącik ust. Harry objął mnie w tali przysuną do siebie z całej siły nasze usta dzieliły tylko milimetry. Gdy przypomniało mi się, co powiedział chłopakom od razu obróciłam głowę w drugą stronę. Chciałam się od niego odsunąć, ale trzymał mnie tak mocno, że nie mogła się wyrwać z jego uścisku. - Jesteś pewny, że nic. Słyszałam co mówiłeś do chłopaków. -Na prawym policzku zaczęła mi lecieć pojedyncza łza. - Ja też mam uczucia. Nie jestem tylko dziewczyną na jedną noc. Wiesz co cieszę się, że do niczego jeszcze nie doszło. -zaczęłam biegnąć w stronę wyjścia gdy spotkałam Sajmona. - Ejjj. Alicja gdy ty tak pędzisz?-zapytał Sajmon -Yyyyy... Nigdzie. Ale... mam do ciebie proźbię. Mogę wrócić już do domu.-Myślałam, że się zgodzi. Byłam już u kresu wytrzymałości. Nie chciałam mieć z Hazzą nic wspólnego -Co ty sobie wyobrażasz że tak po prostu powiem, że możesz? - Tak jakby na to liczyłam. I przepraszam, że spytałam. -zaczęłam odchodzić gdy powiedział -Ala nie powiedziałem, że nie możesz. Tylko się spytałem, co masz na myśli. -Czyli mogę. -zapytałam trochę cichym głosem. -Pewnie, że tak, ale jutro proszę, żebyś się nie spóźniła do pracy. -zaczął się uśmiechać. A ja rzuciłam się mu na szyje i podziękowałam. -Dobra.dobra. Puść mnie zanim się rozmyślę. -uśmiechną się najszczerzej jak potrafił. Odwzajemniłam uśmiech.
**Następnego dnia. Nie widziałam chłopaków. Nawet się cieszyłam, ale po tygodniu zaczęłam się martwić.
-Ejj. Lila gdzie są chłopcy. Nie widziałam ich już od tygodnia.
-Oni.... -opuściła głowę. Swój wzrok wbiła w ziemia. Po policzku zaczęła lecieć jej pojedyncza łza. Chwyciłam jej brodę i podniosłam do góry tak żeby spojrzała mi prosto w oczy.
-Co oni... ? -spytałam trochę oschłym głosem.
-Oni … Wyjechali rozumiesz. Wyjechali. Już więcej ich nie zobaczymy. Sajmon przeniósł ich do Paryża. -zaczęła płakać jak małe dziecko. A po moim policzku zaczęła spływać pojedyncza łza. Szybko ją przytuliłam, żeby niewidziana. Po chwili i ja zaczęłam płakać ja małe dziecko kiedy niedostanie obiecanej zabawki. Była bardzo pokłócona z Harrym ale nie mogłam pogodzić się z myślą, że wyjechał bez słowa, i to na zawsze. Nasze przytulanie trwało już jakieś parę minut, Gdy lila włożyła rękę do kieszeni
-Ala?!...
-Tak..- Powiedziałam po cichu tak że prawie było to niesłyszalne dla uszu. Ale Lila usłyszała to podając mi kartkę do ręki.
-Potrzymaj to od Harrego. Powidział coś w stylu, że niemoże dać ci jej sam bo..,
-Bo... -powiedział oburzonym tonem.
-Nie krzycz na mnie.
- Przepraszam, nie chciałam.
-Więc niemoże ci jej samemu dać, bo obraziłaś się na niego. A on chce ci wytłumaczyć dlaczego. -Od razu otworzyłam kartkę i...
__________________________________________________
Hej kochani.
Proszę piszcie kom, bo ni ewiem czy ktoś tu wogule zagląda .
Dla mnie to bardzo ważne. :) Kolejną cześć dodam jutro około 22. 
Jak będzie na stronie 1000 wejść to powiem coś o sobie. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz