potem uderzył mnie czymś metalowym w głowę. I zemdlałam ...
***
Gdy się obudziłam leżałam w jakiejś małej chatce. Była w pokoju chyba chłopaka, bo wszędzie były plakaty pornograficzne. On siedział koło stołu z kominiarką. Nie mogłam zobaczyć twarzy. Była związana. Buzię miałam zakneblowaną. Nie mogłam nic mówić. On wstał z krzesła i zaczął do mnie podchodzić.
- Kochanie. Co się dzieje, że tak się trzęsiesz. Zimno ci? -to prawda było mi strasznie zimno. Dopiero teraz zobaczyłam, że leże całkiem goła. Chciałam okryć swoje ciało rękoma, ale nie mogłam, bo miałam je przywiązane do ciała. Jego ręce zaczęły mnie dotykać do głowie. Oderwał mi taśmę z ust.
-Wypuść mnie. -zaczęłam krzyczeć.
-Nikt cię tu nie usłyszy kochanie.
-Nie mów do mnie kochanie.
-Ależ kochanie. Proszę nie unoś się tak. -mówił cały czas z uśmiechem na twarzy.
-Będę mówić jak chcę gonoju. Nie będziesz mi rozkazywać.
-Zamknij się, bo porzałujesz.
-Nic gorszego nie może być niż siedzenie tutaj z tobą.
-Zobaczymy. -ściągnął mi sznurek z nóg i przywiązał je pojedynczo. Jedną do stołu a drugą do haczyka, było to tak daleko, że zrobiłam już prawie szpagat.
-Co ty chcesz zrobić?
-Ty już dobrze wiesz, co chcę zrobić. Nie po to cię rozebrałem, żeby tylko patrzeć. -położył się na mnie i zaczął mnie ... nie mogę tego dokończyć za bardzo mnie to boli. Zaczęłam zaciskać. Ale zaczął mnie bić i uległam. Strasznie mnie to bolało. Płakałam. Gdy skończył, żeby zadać mi większy ból włożył mi do pochwy cała rękę zaczęłam krwawić. Bo rozerwał mi. Wsadził mi worek na głowę.
-Zostaw mnie. Nie starczy ci tego co mi już zrobiłeś.
-Zamknij się. -jechaliśmy samochodem ok 2 godz. Wyrzucił mnie z samochodu, i odjechał.
***
U Harrego.
-Niall idę po nią. Nie wróciła do domu na noc.
-Jadę z tobą jej poszukać. -blondyn ubrał buty i kurtkę i poszedł do samochodu w którym czekał Harry. Szukali jej 3 godz.
-Harry zostaw mnie tu. Ja pójdę do domu coś zjeść.
-Ok. -zatrzymał się Niall wyszedł z samochodu i krzyknął.
-Harry ona leżu tutaj w rowie. Goła.
-To nie pora na żary.
-To nie żart. -Harry wybiegł z samochodu wziął ją na ręce obdział ją kurtką i zaniósł do samochodu. Pojechali do szpitala.
W szpitalu po 5 godz operacji.
-Hazza zobaczył lekarza i od razu wstał i spytał.
-I co z nią. -był tak roztrzęsiony, że ledwo co stał na swoich chudych nogach.
-Z nią wszystko dobrze.
-Dzięki Bogu.
-Ale..
-Ale co... -spytał Harry z łzami w oczyach.
-Ale poroniła.
-Poroniła. -Harry zrobił wielkie oczy.
-Tak. To znaczy, że straciła dziecko.
-Wiem co to znaczy. Mogę się z nią zobaczyć?
-Tak. Ale tylko na chwilę, bo jest bardzo zmęczona. -Hazza wszedł do sali nr 699 tak jak kazał mu lekarz i podszedł do Ali.
-Hej kochanie.
-Proszę nie mów do mnie tak.
-Powiesz mi co się stało?
-Nie chce o tym rozmawiać. Proszę daj spokój.
Nie musisz się już nade mną litować. Poroniłam -Ala zaczęła płakać. Hazza również.
-Zobaczysz wszystko będzie dobrze. Jeśli chcesz to zrobimy sobie setkę dzieci.
-Po co. Żebym znowu poroniła?!
-Nie mów tak. To się już nigdy nie powtórzy. Wiem, że to moja wina. Gdybym dał ci więcej wolności to byś nie szła ta ten cholerny spacer.
-Harry. To nie twoja wina. Tylko tego gnoja co mnie. . .
-Co cię? Nie mów, że...
-Tak Harry zgwałcił mnie. Rozumiesz. Zgwałcił. -Ala zaczęła płakać jeszcze bardziej niż wcześniej. A Harry nie przyjmował do wiadomości, że ktoś skrzywdził jej Alę...
-Harry...?
-Tak. ?
-Ja chyba wrócę do Polski. -Harry spojrzał w jej zielone oczy ze zdziwieniem.
-Co ty nie możesz. Nie możesz mnie zostawić. Przecież jesteś wszystkim co mam. Proszę nie zostawiaj mnie.
-Harry. Nie chcę cię zostawić, ale ...
-Przepraszam ale pacjentka musi dużo odpoczywać.
-A nie mogę zostać tutaj i się nie odzywać?
-Przepraszam, ale nie.
-A kiedy ona wróci do domu?
-Teraz.
-Teraz?
-Tak. Ale jeśli pan obieca, że będzie się nią opiekował.
-Tak. Będę.
-Tu są jej, rzeczy i tabletki. Niech bierze je 3 razy dziennie po 2. Co 2 tyg. kontrola. Ale za 2 miesiące będzie mogła już normalnie funkcjonować. A i jeszcze maść na rozwarcie pochwowe.
-Na co.
-Maść na rozwarcie pochwowe. -Hazza spojrzał na mnie i zrobił duże oczy. A ja tylko obróciłam głowę.
***
W domu
-I co z Alą znalazłeś ją. Nie było cię ok 7 godz. -spytała Lila trzmając za rękę Zayna.
-Tak. Byłem z nią w szpitalu. Z nią jest wszystko dobrze, ale... -Hazza nie mógł powiedzieć jej, o ciąży.
-Ale, co?
-Poroniłam. -dokończyła za Harrego Ala a w jej i Hazzy oczach gromadziły się łzy. Po chwili było już ich za dużo i płakali.
-Przykro mi. -powiedziała Lila.
-Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz. :)
-Harry. Nie chcę przeszkadzać, ale mam coś ważnego do powiedzenia.-pow Liam.
-No?
-Dzisiaj za 3 godz namy samolot i jedziemy do L.A nagrać teledysk do WMYB. I Ala, Lila i jakaś jeszcze dziewczyna jadą z nami.
-Jak dziewczyna. -spytał Zayn. Po czym Lila spojrzała na niego wzrokiem.
-Lila tylko się pytam. Nie chodzi mi o jej dupę. -wszyscy wybuchli śmiechem nawet Ala i Harry.
-Ja już wiem swoje.
-Nie wiem nie znamy jej. Wygrała przesłuchanie. -wszyscy szli się pakować, oprócz Ali. Ona nie miała już siły na nic. W końcu straciła dziecko. Ono było jej częścią. Harry też się nie pakował tylko siedział i ich pokoju i myślał o Ali.
-Co ty tu robisz? -spytała oburzona Lila.
-Siedzę. Nie widać.
-Widzę. Ale powinnaś się pakować do L.A w końcu jedziemy wszyscy. Nie tylko chłopcy.
-Ale ja nie wiem czy chcę jechać. Muszę trochę odpocząć.
-No właśnie. Musisz odpocząć od teraźniejszości. Musisz tam pojechać odpocząć. Zapomnieć o tym.
-Lila. Nie rozumiesz. Ja nigdy nie zapomnę. Zabiłam dziecko. Jestem mordeńczynią. Gdybym nie szła do jasnej cholipci na ten spacer to by mi się nic nie stało.
-To nie twoja wina. Wypadki chodzą po ludziach. Teraz chodź się spakować, bo za 30 min jedziemy na samolot. -Lila poszła z Ala do pokoju i zobaczyły na łóżku leżącego Harrego.
-Harry. Pakuj się.
-Ja bez ciebie nigdzie nie jadę.
-Ale... -nie dopuścił Ali do słowa
-Żadnych ale...
-Zamknij się. Ja jadę. I pakuj się, bo mamy 30 min.
-Naprawdę. Poczekaj tutaj. -Hazza poszedł do łazianki. Ala w tym czasie chciała się spakować. Ale gdy otworzyła szafę nie było jej, rzeczy. W tym czasie Hazza wyszedł z łazienki z torbami. Jedną różową raczej Ali, i jedną niebieską Harrego.
-Wiedziałeś, że pojadę?
-Tak. I niebieska torba jest twoja. A różowa moja. :) -jednak się pomyliłam. Hazza kocha różowy. :)
-Więc w drogę. -Ala dalej była smutna, ale nie chciała litowania się nad nią. Ona (tak jak zresztą ja) woli cierpieć w samotności. Poszli po wszystkich, i następne do samochodu.
***
_________________________________
Przepraszam nie mam weny jakoś ostatnio. Obiecuję, że w tym tygodniu dodam ciekawy odcinek. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz