Rozdział 8

Pół roku później.
Całe pół roku minęło dobrze. Z Harrym nie kłóciłam się prawie wcale. Wiadomo, że w każdym związku są złe i dobre chwile. Ale przejdźmy do teraźniejszości.
-Kochanie, trzymaj śniadanie.
-Przecież ci mówiłam, że mam nogi i ręce. Mogę iść do kuchni i je sobie zrobić. -usiadł na krańcu łóżka, pogłaskał mnie po policzku i pow.
-Wiem, ale jesteś w 6 miesiącu ciąży. Musisz odpoczywać.
-Ale.. -położył mi palec na ustach i pow.
-Cii. Żadnych ale. Musisz odpoczywać i kropka. A dzisiaj o 20 zrobimy grilla. OK?
-Spoko. Ale ja też idę na dwór. I nie mów, że nie, bo oberwiesz.
-Nie pobijesz chyba swojego misia? Tak idziesz na dwór. Świeże powietrze dobrze tobie zrobi. Chcesz coś jeszcze?
-Tak. Wstać z łóżka i w końcu się czymś zająć.
-Wszystko oprócz tego.
-Wiesz jak ja cię nienawidzę i za razem kocham najbardziej na świecie.
-Ja ciebie też. -musnął moje usta, a ja pogłębiłam pocałunek. Po chwili drzwi się otworzyła.
-Nie chcę wam przeszkadzać ale Harry musisz iść do studia. Ja się nią zaopiekuje.
-Dobrze ale uważaj na nią. :) -Lila nie stoi nade mną 24 przez dobę i to mi się w niej podoba. Razem wychodzimy na spacery itp. Itd. Dzisiaj nie było inaczej. Wyszłyśmy z domu i zaczęłyśmy rozmawiać o dziecku. Nie znam płci, bo chcę mieć niespodziankę.
-Ala?
-No?
-Mam do ciebie pytanie, ale nie śmiej się.
-Heheheheheheheheheheheheh.
-Co ci odwala?
-Nic. Chciałam się wyśmiać za w czasu. :D
-Aha. Więc będę mogła być matką chrzestną? -wybuchłam śmiechem.
-Miałaś się nie śmiać. -zrobiła minę zbitego psa.
-Posłuchaj mnie. Chcę, żebyś była matką chrzestna, nie wiem czemu pytasz. ♥ Nawet bym nie pomyślała, że ty byś nią niebyła. :) -przytuliłam ją.
-Ala patrz.
-Co?
-Matka z córką. Tak ty będziesz wyglądała za 3 miesiące. :)
-Chyba, że będzie to chłopczyk :) Wracamy do domu. Jest już 18 i jestem głodna. :) -od jakiś 3 miesięcy jadłam co 2 godz. Ale zawsze jem z kimś. Bo nim jest głodny bardziej od kobiety w ciąży. :)
-Dobrze. Chłopaki będą o 18;30. Jesz jak wrócimy czy czekasz na grilla?
-Lila. Do grilla będę jeszcze 10 razy głodna. :D
Około 19.
-Mogę wam w czymś pomóc?
-Lepiej nie. Bo zaszkodzisz sobie i dziecku. :) -puścił oczko i poszedł z ustawiać ławki.
-To może. Ja z Niall'em pojedziemy po zakupy?
-Dobrze. Ale uważaj na siebie. -wiem, że to głupie, ale słucham się go bardziej niż ojca.
-Niall. Niiiallll. Gdzie jesteś jedziemy do sklepu po coś do żarcia.
-Ktoś powiedział żarcie? -w 10 sekund zjawił się koło mnie. A gdy Harry spytał czy przeniesie z nim ławkę zajęło mu to 3 minuty.
-Tak. Ja. Jedziemy do sklepu.
-Ok. Ale ja prowadzę, bo ty nie umiesz! *.*
-Ja nie umiem. Prowadzę lepiej od ciebie i ty o tym wiesz.
-Ta. Na pewno. Ty to nawet prawka nie masz!
-Ty też nie. I co?
-Pfff.
-A tak w ogóle to mam pytanie. Kto nas zawiezie?
-Zayn. Poczekaj poszukam go. Zaynn. Gdzie jesteś?
-Poszukasz?
-No. Coś nie tak? -nasze przekomarzanie przerwał Zayn
-Tutaj co chcesz?
-Zawieś nas do Tesco. Bo wiesz.
-Nie macie prawka.
-Tak jakby.
-Daj kluczyk.
-Dzięki jesteś kochany.
-Niall. Mam dziewczynę.
-Zdradzasz mnie? Jak mogłeś. Wiesz co. Jak cię żuci to do mnie nie przychodź.
-Zapamiętam ... :) -wsiedliśmy do czarnego kabrioleta (nie wiem jak się pisze ) bez dachu. Ja z Zayn'nem z przodu a Niall z tyłu ze zbitą miną. Zawsze tak robi gdy udaje foch'a. 
Miałam ubrana w letnią biała sukienkę w zielone groszki. Zayn wysadził nas centralnie przed Tesco, bo nie mam chodzić. Zayn poszedł zaparkować samochód a Niall poszedł po wózek. A ja weszłam do środka. 
-Ałł
-Co stękasz gruba krowo?
-Czemu mnie uderzyłaś?
-Jak byś nie wiedziała. 
-Nie wiem. Oświeć mnie. -spojrzała na mów brzuch i juz wiedziałam o co jej chodzi. 
-Posłuchaj mnie lala. Że jestem z Harrym to nie twój interes. 
-Zamknij sie i mnie posłuchaj. To napewno nie jest dziecko Harr'ego. Co chcesz zmusić go do alimentów?
-To nie moja wina, że się kochamy. A tobie nic do tego. To jest napewno jego dziecko wiec stul pysk. Moze nie jestem piękną i chudą dziewczyną ale przynajmniej nie potrzebuje maski kosmetyków tapeciaro. 
-Ala chodź. Nie ma się co kłucić z fankami. -Niall przerwał nam kłótnie. Gdy odeszliśmy już trochę. 
-Niall. -zakrzyczała ta sama fanka co wtedy. 
-Co?
-Ja nie jestem jakąś tam fanką, jestem directioner. A tak wogóle to mogę autograf. 
-Właśnie obraziłaś moją przyjaciółkę. Wiec raczej nie. Przepraszam, ale ona jest dla mnie ważna.- szturchnęłam go. 
-Niall. Fanom się nie odmawia. przytul ją i zrób to cholerne zdjęcie i daj ten autograf, bo jestem już głodna. 
-Dziękuje. -powiedziała fanka. 
-I przepraszam, że cię tak nazwałam. 
-Ychy. -Niall w tym czasie wybazgrał jej swoje imię i zrobił zdjęcie. :)  Zrobiliśmy zakupy. Ale blondynowi przypomniało się o chipsach się dałam mu kartę i pin. Z Zaynem wsiedliśmy do samochodu i czekaliśmy na Niall'a już 30 min. A miał iść kupić tylko 3 paczki. Po chwili zobaczyliśmy go targającego z 10 siatek. 
-Niall. Miałeś kupić 3 paczki. A nie 10 siatek. 
-Nie mogłem się zdecydować. Więc wziąłem każdy smak z każdego rodzaju. 
***
W domu przy ognisku. 
-Jestem głodna. Niall idziesz ze mną?
-Jeszcze sie pytasz. -poszliśmy zrobić sobie kiełbasy. Ale byłam tak głodna, że wziąłam dwie . Jedną wbiłam na patyk, A drugą zjadłam :)
-Ala?
-No?
-Czemu mi nie pow, że jesteś głodna. Przecież bym ci zrobił. -podeszłam do niego spojrzałam mi prosto w oczy, po czym uśmiechnął się pokazując swoje dwa dołeczki. 
-Harry. Mam ręce i nogi. Mogę sama sobie zrobić. I jeszcze dzisiaj idę Sama na spacer. -położyłam nacisk na sama. Bo miałam już dość opieki. 
-Oj. Nie kochana. Sama nigdzie nie idziesz. 
-Właśnie, żę pójdę. Nie masz nic do gadania. Jestem pełno letnia. I mogę robić, co chcę. 
-A... -chciał coś pow, ale nie pozwoliłam mu dokończyć. 
-Jeśli chcesz coś głupiego pow to lepiej się nie odzywaj. I daj mi trochę wolności. Zrozumiałeś?
-Ychy. Ale to dlatego, że się o ciebie martwię. 
-Wiem. Ale ja też chcę pobyć chwilę sama. Rozumiesz? -trochę spuściłam z tonu.
-No. Ale ile cię nie będzie?
-Za 30 min wrócę. Ale ja nie idę teraz. Bo jestem głodna. Idę za jakieś 30 min. Więc za połtora godz przyjdę do ciebie. Ok?
-Dobrze. Kocham cię. 
-Ja ciebie też. Pamiętaj, że możesz wypić. 
-Dobrze będę . Idę do chłopaków. 
20 min później. 
-Niall.. 
-Co?
-Nic takiego, ale twoja kiełbasa się pali. 
-K*rwa. Dobrze że położyłem dwie na patyk. :)
-Ja idę się przejść. 
-Poczekaj idę z tobą. 
-Nie. -krzyknęłam 
-Idę sama. 
-Ale... -jego mina była bez cenna. Jeszcze nigdy takiej nie widziełam. 
-Żadnych, ale. Będę za godz. 
-Spacerowałam sobie z jakieś 30 min. Muszę zbierać się do domu. Bo Harry się już martwi. Po chwili zobaczyłam jak ktoś mnie śledzi. Zaczęłam biec. On też. Był ubrany cały na czarno i miał kominiarkę. Biegł cały czas za mną. Skręciłam w nieznana mi ulice. Biegłam już od 10 min. Po chwili się przewróciłam. Podszedł do mnie i zaczął się śmiać. 
-Nigdy już nie zobaczysz swojego Harrego. 
-Co mu zrobiłeś? 
-Jemu nic. Wystarczy, że ty nie wrócisz do domu. -potem uderzył mnie czymś metalowym w głowę. I zemdlałam ... 
____________________________________
Jak myślicie. To halucynacje podczas ciąży czy naprawdę to się jej przydarzyło? 
Następny rozdział dodam w sob. :)
I nie wiem czy ktoś ty wogóle zagląda więc piszcie kom. I piszcie czy wam się podoba. ?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz